Czy zdarza się Wam porównywać jak miejsca lub przedmioty zmieniały się na przestrzeni lat? My uwielbiamy to robić i często dzielimy się odkryciami w trakcie naszych wycieczek. Przy okazji jednej z nich wykonaliśmy kilka fotografii jednego z naszych Żuków. Jednak to nie auto lecz niezwykłe miejsce gdzie zrobiliśmy zdjęcia będzie przedmiotem tego wpisu.
Na mapie świata istnieje niewiele miast, które tak bardzo zmieniły się z biegiem czasu. W przypadku naszej kochanej Stolicy to świadectwa naszej niełatwej historii i echa wojen jakie przetoczyły się przez ten kraj. Jednym z wielu przykładów jest ulica Stare Nalewki. Pomimo że znajduje się w samym środku miasta, jest jakby na uboczu, czas zdaje się tam płynąć wolniej.
Czy zawsze tak było? Przed 1939 rokiem Nalewki stanowiły jedną z głównych arterii Dzielnicy Północnej. Była to ruchliwa, tętniąca życiem ulica. Pełna sklepów, w tym słynnego kompleksu handlowego Pasaż Simonsa. Co ciekawe jej nazwa nie pochodzi od alkoholu z przydomowego barku, lecz wywodzi się od potocznego określenia rzeki Bełczącej, która niegdyś tamtędy płynęła (obecnie jest w pełni skanalizowana).
Nalewki to niemy świadek krwawych dni Warszawy. To tutaj znajdowała się jedna z głównych bram warszawskiego Getta. Kilka dni temu obchodziliśmy 82 rocznicę Akcji Pod Arsenałem, która rozegrała się przy zbiegu Długiej, Bielańskiej i Nalewek, podczas której Szare Szeregi odbiły Janka Bytnara „Rudego”. W 1944 roku, w wyniki niemieckiego nalotu, w Pasażu Simonsa zginęło ok. 300 osób (zlokalizowana tam była jedna z redut powstańczych).
Obecnie z pełnej gwaru ulicy pozostały jedynie zabytkowy bruk i tory tramwajowe ze starym, carskim rozstawem szyn. Gdyby tylko te przedmioty potrafiły mówić…

Zobacz też:











